Through The Life


Pround after the game
czerwiec 14, 2006, 10:38 pm
Kategoria wpisu: Sport

No i stało się. Co prawda bardzo pechowo [bo bramka została strzelona dopiero w doliczonym czasie gry], ale przegraliśmy 0:1 na stadionie w Dortmundzie. Ogólnie szanse na to, że wygramy z Niemcami były mizerne - biorąc pod uwagę styl z przegranego spotkania z Ekwadorem, które to miało być raczej spokojnym spacerkiem oraz całą tę falę krytyki wobecł Janasa i jego podopiecznych.

Na Westfalenstadion Polakom szczęścia nie brakowało, co do tego wątpliwości mieć nie można, bo w końcu ileż to razy mogło paść trafienie dla naszych rywali – szczególnie mam tu na myśli akcje, po której najpierw Klose, a później Ballack trafiali w poprzeczkę naszej bramki. Z drugiej strony okazało się ono nie wystarczające; najpierw przy niefortunnej stracie piłki przez Żewłakowa na połowie Niemców, po której poszła kontra, w efekcie której drugą żółtą kartkę dostał Sobolewski, a później przy bramce Neuville'a.

Szkoda, że nie udało się do końca dowieść tego jakże korzystnego 0:0. Brakowało bardzo niewiele, ale jak uczy historia: już nie raz mecze rozstrzygały się w samej końcówce. Nam właśnie w końcówce zabrakło koncentracji, co doskonale wykorzystała dwójka Odonkor-Neuville.

Mimo porażki i w gruncie rzeczy straconych szans na awans do fazy pucharowej [choć szanse matematyczne jeszcze pozostają], jestem niezmiernie zadowolony z postawy naszych zawodników. Pokazali oni niezwykłą ambicję, chęć do walki i gry… czyli wszystko to, czego przeciwko Ekwadorowi nie było widać. Szczerze mówiąc, byłem przekonany, że szumne zapowiedzi naszych graczy przed konfrontacją z naszymi zachodnimi sąsiadami były tylko i wyłącznie pod publiczkę. Myślałem, że rzeczywistość skarci ich za to podobnie jak w Korei i Japonii, kiedy to też w drugim spotkaniu w grupie [również decydującym o być albo nie być w turnieju], po bezbarwnej grze Polska dostała baty od Portugalii. Jednakże tym razem miło się rozczarowałem, bo nasi pokazali klasę i wszystko co mają najlepszego… z takich występów można być tylko i wyłącznie dumnym. Nie mam żadnych pretensji o tę porażkę, trudno stało się. I tak w przekroju całej rywalizacji mieliśmy ogromne szczęście, bo bramek dla oponentów powinno paść więcej.



Controversional list
czerwiec 11, 2006, 10:53 przed południem
Kategoria wpisu: Movie

Kilka dni temu magazyn "ENTERTAINMENT WEEKLY" opublikował listę 25 najbardziej kontrowersyjnych filmów w historii kinematografii. Wśród 25 pozycji na liście znalazły się zarówno dobrze mi znane obrazy, jak i takie, których w ogóle nie kojarzę. Ale czemu się tu dziwić, najstarszy film na liście pochodzi z roku 1915…

Z tych najbardziej znanych mi dzieł, trzy wyprodukowane po 2000 roku - są to "Pasja" (2004), "Fahrenheit 9/11" (2004), "Kod da Vinci" (2006). Tylko "Nagi instynkt" jest nieco starszy, bo z roku 1992.

Cóż, patrząc na wyżej wymienione filmy nie można się nie zgodzić z twierdzeniem, że były one bardzo kontrowersyjne. Wystarczy tylko spojrzeć; filmy Mela Gibsona i Rona Howarda, poruszały niezwykle delikatny temat, bo z całą pewnością religia i chrześcijaństwo takim są. Z kolei Michael Moore w swoim dokumencie wyrażał się bardzo krytycznie o głowie największej potęgi tego świata Stanów Zjednoczonych. Nic dziwnego zatem, że nie przeszły one bez odpowiedniego wydźwięku w mediach i przeróżnych środowiskach.

Jak dla mnie autorzy tej specyficznej klasyfikacji wykonali kawał dobrej roboty, ale "Kod" dopiero na 13. lokacie? Własnym oczom nie wierzę ;)



Church said: it’s bad!
czerwiec 8, 2006, 1:36 pm
Kategoria wpisu: Religion

Cały świat [dosłownie] od kilkunastu dobrych miesięcy wciąż żyje pewną książką, a teraz filmem. Nie trudno zgadnąć jaką książkę mam na myśli, nieprawdaż?

Dan Brown napisał powieść, która jest niezwykle wciągająca. Z każdą przeczytaną kartką, człowiek coraz bardziej pragnie poznać dalszy rozwój wypadków. Kolejne przeszkody na drodze pary bohaterów i w końcu rozwiązane misternie ułożonej zagadki. Brown postarał się bardzo, aby jego książka rozchodziła się jak świeże bułeczki z księgarń – zadbał o kontrowersyjny temat, dołożył do tego jakże ciekawą intrygę, a wszystko to połączył w niezwykle sprytny sposób. Jak dla mnie majstersztyk, jeśli mówimy o samej książce, bez zwracania uwagi na to czy Opus Dei jest tajną organizacją, za wszelką cenę chcącą nie dopuścić, aby pewna tajemnica wyszła na jaw, czy też domniemany służb Marii Magdaleny z Jezusem Chrystusem miał miejsce w rzeczywistości.

Wielu zarzuca Brownowi, że w jego powieści jest wiele niedomówień czy wręcz kłamstw. Rzeczywiście autor nagiął [i to mocno] niektóre fakty, aby dopasować je do fabuły swojej książki i nic na to nie poradzimy. Stało się, koniec kopka. Kto ma trochę oleju w głowie bardzo łatwo może sprawdzić wiarogodność książki, wystarczy tylko trochę dobrej woli.

Wracając jednak do sedna. Brown swoją książką narobił niezłego szumu, choć prawdę mówiąc to nie on, a Kościół i przeróżne organizacje związane w jakiś sposób z religią są za to odpowiedzialne. Gdyby nie wielkie oburzenie Kościoła i nagonka na amerykańskiego pisarza, "Kod" pewnie nie odniósłby takiego sukcesu.

Jednakże to było jeszcze nic. Apogeum zwariowania miało miejsce dopiero kilka tygodni przed premierą filmu na podstawie książki. Wtedy dopiero zaczęły się masowe protesty przeciwko filmowi, książce i Brownowi. Kościół nawoływał do bojkotu filmu, we Włoszech zaczęto palić egzemplarze książki, a media dolały oliwy do ognia ogłaszając dzieło Rona Howarda filmem roku jeszcze przed premierowym pokazem. Ta cała szopka wokół obrazu Howarda spowodowało oczywiście skutek odmienny, aniżeli chciał osiągnąć Kościół. W kinach zamiast pustych miejsc mamy tłumy… można powiedzieć, że duchowni zadbali o darmową reklamę – paradoks, nie?

Szczerze mówiąc, powoli już miałem dość tego wszystkiego. Dla mnie, osoby której historia przedstawiona przez Dana Browna się spodobała, śmieszyło to jak niektórzy na nią zareagowali – i nie mówię tu wcale o Kościele czy też Opus Dei, ale o zwykłych szarych ludziach. Książkę potraktowano bardzo serio, jako atak na chrześcijaństwo i wiarę. Co ciekawe, czytałem wypowiedzi księży, którzy bali się o to, że przez "Kod" niektórzy chrześcijanie odwrócą się od Kościoła. Jak dla mnie to zupełna paranoja - nie wyobrażam sobie żeby ktoś po przeczytaniu książki mógł odwrócić się od wiary, którą wyznaje od dziecka… bo przeczytał, że Chrystus był mężem Marii Magdaleny itp.



It’s only beginning
czerwiec 1, 2006, 6:31 pm
Kategoria wpisu: Web

Mam zaszczyt ogłosić, że TTL [Through The Life] właśnie dzisiaj tj. 1 czerwca 2006 roku zaczyna swój żywot w sieci. Blog jest poświęcony komentowaniu rzeczywistości jaka nas otacza – proste, nieprawdaż?

Mam nadzieję, iż nie zakończy on swojej działalności po kilku tygodniach. Duży wpływ na jego dalsze losy będziecie mieć Wy. Jeśli się spiszecie, blog na pewno będzie coraz prężniej się rozwijał – też uważacie, że to hura optymizm z mojej strony?

Na razie powstrzymam się od komentowania, ale w niedługiej przyszłości jestem pewien, że przystąpię do ofensywy i zacznie się zabawa.