Church said: it’s bad!
Cały świat [dosłownie] od kilkunastu dobrych miesięcy wciąż żyje pewną książką, a teraz filmem. Nie trudno zgadnąć jaką książkę mam na myśli, nieprawdaż?
Dan Brown napisał powieść, która jest niezwykle wciągająca. Z każdą przeczytaną kartką, człowiek coraz bardziej pragnie poznać dalszy rozwój wypadków. Kolejne przeszkody na drodze pary bohaterów i w końcu rozwiązane misternie ułożonej zagadki. Brown postarał się bardzo, aby jego książka rozchodziła się jak świeże bułeczki z księgarń – zadbał o kontrowersyjny temat, dołożył do tego jakże ciekawą intrygę, a wszystko to połączył w niezwykle sprytny sposób. Jak dla mnie majstersztyk, jeśli mówimy o samej książce, bez zwracania uwagi na to czy Opus Dei jest tajną organizacją, za wszelką cenę chcącą nie dopuścić, aby pewna tajemnica wyszła na jaw, czy też domniemany służb Marii Magdaleny z Jezusem Chrystusem miał miejsce w rzeczywistości.
Wielu zarzuca Brownowi, że w jego powieści jest wiele niedomówień czy wręcz kłamstw. Rzeczywiście autor nagiął [i to mocno] niektóre fakty, aby dopasować je do fabuły swojej książki i nic na to nie poradzimy. Stało się, koniec kopka. Kto ma trochę oleju w głowie bardzo łatwo może sprawdzić wiarogodność książki, wystarczy tylko trochę dobrej woli.
Wracając jednak do sedna. Brown swoją książką narobił niezłego szumu, choć prawdę mówiąc to nie on, a Kościół i przeróżne organizacje związane w jakiś sposób z religią są za to odpowiedzialne. Gdyby nie wielkie oburzenie Kościoła i nagonka na amerykańskiego pisarza, "Kod" pewnie nie odniósłby takiego sukcesu.
Jednakże to było jeszcze nic. Apogeum zwariowania miało miejsce dopiero kilka tygodni przed premierą filmu na podstawie książki. Wtedy dopiero zaczęły się masowe protesty przeciwko filmowi, książce i Brownowi. Kościół nawoływał do bojkotu filmu, we Włoszech zaczęto palić egzemplarze książki, a media dolały oliwy do ognia ogłaszając dzieło Rona Howarda filmem roku jeszcze przed premierowym pokazem. Ta cała szopka wokół obrazu Howarda spowodowało oczywiście skutek odmienny, aniżeli chciał osiągnąć Kościół. W kinach zamiast pustych miejsc mamy tłumy… można powiedzieć, że duchowni zadbali o darmową reklamę – paradoks, nie?
Szczerze mówiąc, powoli już miałem dość tego wszystkiego. Dla mnie, osoby której historia przedstawiona przez Dana Browna się spodobała, śmieszyło to jak niektórzy na nią zareagowali – i nie mówię tu wcale o Kościele czy też Opus Dei, ale o zwykłych szarych ludziach. Książkę potraktowano bardzo serio, jako atak na chrześcijaństwo i wiarę. Co ciekawe, czytałem wypowiedzi księży, którzy bali się o to, że przez "Kod" niektórzy chrześcijanie odwrócą się od Kościoła. Jak dla mnie to zupełna paranoja – nie wyobrażam sobie żeby ktoś po przeczytaniu książki mógł odwrócić się od wiary, którą wyznaje od dziecka… bo przeczytał, że Chrystus był mężem Marii Magdaleny itp.
About this entry
You’re currently reading “Church said: it’s bad!,” an entry on Through The Life
- Published:
- czerwiec 8, 2006 / 1:36 pm
- Category:
- Religion
- Tags:
No comments yet
Jump to comment form | comments rss [?] | trackback uri [?]